Wciąż mierzysz się ze sobą?

Może już jesteś na etapie rezygnowania z porównań z innymi, ale wciąż mierzysz się ze sobą… Ten wpis jest dla Ciebie.

Czy co jakiś czas dociera do Ciebie, że znowu od siebie za dużo wymagasz? Dążysz do jakiegoś STANU wyżej, być może do perfekcji, której możesz wcale nie osiągnąć. Tyle słyszy się o poziomach świadomości, że łatwo się w tym zatracić, zapominając o cieszeniu się drogą, zapominając o wdzięczności za to co ma się TU I TERAZ, o tym z iloma rzeczami już poradziłaś/eś sobie świetnie, z iloma wyzwaniami już się zmierzyłaś/eś, to co kiedyś sprawiało Ci trudność dzisiaj jest tak łatwe i naturalne.

WCIĄŻ WYMAGAMY OD SIEBIE ZA DUŻO.

Za dużo na etap/poziom w jakim się znajdujemy. Wierzę w to, że są ludzie którzy „Jak sobie postanowią” tak zrobią i jednym to przychodzi dużo prościej, ale jednocześnie wiem, że każdy ma inne predyspozycje, doświadczenia, historię i wiele innych czynników, dlatego osobiście staram się rezygnować z porównań z innymi.

Co jednak z tego, kiedy wciąż mierzymy się ze sobą samym? Kiedy to tak bardzo Nas dotyka?

Może ten bicz, którym jeszcze co jakiś czas w siebie uderzasz, jeśli wciąż nie potrafisz go wyrzucić na dobre, warto opasać w miększy, przyjemniejszy, czulszy, materiał? Co przez to rozumiem?

Mamy tendencję do restrykcji, do ograniczeń, skrajności, lepiej, mniej, więcej, bardziej, mocniej, a jeśli coś nie idzie po Naszej myśli wpadamy w wyrzuty sumienia, wstyd, niewygodne emocje. Koło się zatacza. Przecież to jest znane Nam, sami sobie to robimy?

A gdyby z tą wiedzą podejść do sprawy inaczej? Gdyby te ciosy celowane w siebie załagodzić? Może robisz jeszcze rzeczy które są mniej lub bardziej dla Ciebie niezdrowe, ale z przyjęciem taktyki ” Tak teraz mam ” ” Tak teraz mam jeszcze ” możesz objąć to czulej?

I z tej pozycji starać się podejmować dla siebie najlepsze decyzje w oparciu o miłość do siebie, na tyle ile potrafisz, bez przemocowego mocnego uderzania? Bez dorzucania do tego dodatkowego niezdrowego bagażu w postaci ocen, wyrzutów, karcenia siebie?

A z tej miłości, a nie niskich stanów w których się pogłębiasz, zaczynasz wzrastać, podejmować coraz lepsze decyzje w oparciu o spokój, zaopiekowanie się sobą, nie przeskakujesz etapów, a płyniesz w akceptacji.

…ale przecież to mi się udawało już jakiś czas, udowodniłam/em sobie, zrobiłam/em to, a teraz znowu to samo, teraz znowu nie potrafię, znowu powielam schemat. Znasz to?

Nie ma tutaj co gdybać czemu tak się zadziało, bo czynników może być równie sporo, może jakiś etap chciał być za szybko przeskoczony, może działania były kierowane lękiem a nie miłością, może, może… Jedno jest pewne to NIE JEST tak samo, jesteśmy w dynamice spiralnej, wciąż wzrastamy.

Pamiętasz?

Sytuacje w których sobie nie radziłaś/eś jeszcze kilka lat temu, częstotliwość różnych wydarzeń/zachowań, może ilości?

A jak jest dzisiaj? Nie skupiaj się na tym co wydaje Ci się wciąż takie same, a na tym co faktycznie się zmieniło, a wydawało się niemożliwością, wraz z procesem, przyszedł moment, że wygląda to zupełnie inaczej.

Podam Ci przykłady z mojego życia. Jeszcze kilka lat temu mierzyłam się z bulimią, zaburzeniami odżywiania, to wydawało się nie mieć końca, Kilka lat temu notorycznie spędzałam samotne wieczory z butelką wina. Jeszcze 3 lata temu uciekałam od emocji w relacje, szukając tam pocieszenia, jeszcze 4 lata temu zupełnie nie dbałam o sen, godziny snu, regularność, jeszcze niedawno kompensowałam sobie niewygodne cmocje słodyczami. Wtedy myślałam że to będzie trwało wiecznie. Dzisiaj wiem, że nic nie trwa wiecznie tym bardziej, jeśli idziemy drogą rozwoju i świadomości w głąb siebie. 

I w moim życiu również teraz są rzeczy, nawyki do poprawy, chciałabym zupełnie zrezygnować ze słodyczy, alkoholu, kłaść się jeszcze wcześniej spać, a najlepiej bez scrolowania telefonu, codziennie rano wychodzić na spacer, czy trening. ale zdałam sobie sprawę, że nie przeskoczę etapów, że rzeczy muszą dziać się po kolei, swoim tempem, swoimi krokami, a czasem potrzeba dwóch kroków w tył, bo zaraz zrobisz rozbieg – to wciąż posunięcie na przód.

Zatem może nie z wiecznych ograniczeń? rezygnacji nie na miarę aktualnych możliwości? postanawiania sobie wiedząc, że no nie, teraz jest inny etap, nie postanowię sobie – żeby po raz kolejny nie zawieść swojego zaufania, a podążania drogą z intencją kierowania się najlepszym dla siebie wyborem?

Z miłością do siebie i z zaopiekowaniem się sobą?

Z tak teraz mam? Z akceptacją i zaufaniem do swojego indywidualnego procesu?

Dziękuję za dotarcie do końca, będzie mi miło na Twój komentarz i podzielenie się tym co w Tobie żywe po przeczytaniu tego artykułu, wspieram i tulę z miłością – Olga.

*** Ten artykuł dotyczy samoświadomości, bycia w procesie samorozwoju. Jeśli czujesz, że rzeczy są dla Ciebie za duże, ponad Twoje siły, przeciążają Cię – napisz do mnie, aby porozmawiać i poznać metody jakimi mogę Ci pomóc lub zgłoś się do specjalisty.